Aktualności » Wiślacki Wehikuł Czasu - Wychowankowie w ekstraklasie
12-06-2017r.

Bartłomiej Sielewski i Kamil Biliński - fot. W. Sierakowski

 

Piątkowe przejście Bartka Sielewskiego ze stanu kawalerskiego w małżeńską niewolę, oczywiście, Szanowne Panie, „niewola” to tylko żart, skłoniło nas do wspomnień o wychowankach. Z grona piłkarzy wykształconych w Płocku w zakończonym przed chwilą sezonie na boisku mogliśmy oglądać tylko wspomnianego Bartka. Co prawda w ostatnich dwóch meczach szansę debiutu dostało jeszcze kilku młodzieżowców, ale ich występ uznać zależy za epizodyczny. Bardziej istotną rolę wychowankowie odgrywali w naszych wcześniejszych ekstraklasowych bojach i właśnie kluczowych graczy pochodzących z naszego regionu pragniemy dzisiaj przypomnieć. 

 

Najliczniejszą grupę wychowankowie stanowili w drużynie, która wywalczyła historyczny awans w 1994 roku. Bez większej przesady można nawet stwierdzić, że płocczanie absolutnie zdominowali ekipę, która na najwyższym szczeblu zadebiutowała 30 lipca 1994 roku wyjazdowym meczem z Sokołem Pniewy. W wyjściowej jedenastce tego pamiętnego spotkania zaledwie czterej zawodnicy: Janusz Dec, Mirosław Milewski, Rafał Siadaczka i Jacek Traczyk, swoje piłkarskie szlify zdobywali w innych klubach. Skrupulatni dodaliby Krzysztofa Koszarskiego, ale skoro trafił do nas z Łęczycy, więc traktujemy go jak swojego. W naturalny sposób wychowankowie grali w tamtej drużynie pierwsze skrzypce. Autentycznie wielką karierę, jak na krajowe warunki, zrobili Bogusław Pachelski znany głównie z gry w Lechu Poznań oraz Adam Majewski, który przez Lecha trafił do Legii Warszawa. Na miano solidnych ligowców zasłużyli jeszcze Piotr Soczewka i Artur Wyczałkowski. Soczewka pełni dzisiaj funkcję kierownika drużyny Marcina Kaczmarka, Artur Serocki prowadzi zespół rezerw, a Krzysztof Kwasiborski szkoli wiślacki narybek.

 

Piotr Soczewka i Jerzy Wojnecki - fot. W. Sierakowski

 

W zimowej przerwie sezonu 1994/95 skład Petrochemii wzmocniła spora grupa zaciężnych piłkarzy, ale w kadrze znalazł się także uzdolniony młokos z naszego miasta, Marcin Gocejna. Osiemnastolatek dostał szansę od Huberta Kostki i z pewnością ją wykorzystał. W rundzie wiosennej rozegrał 15 spotkań, w których zdobył dwie bramki. 

 

Gocejna miejsce w składzie miał również w rozgrywkach 1997/98, gdy Petrę prowadził Bogusław Kaczmarek ojciec obecnego szkoleniowca Marcina. Szkoda, że na tym sezonie obiecująca kariera młodego pomocnika praktycznie się zakończyła. U kolejnych trenerów grywał ogony i zawiesił buty na kołku znacznie wcześniej niż powinien. U Bobo wychowankowie odgrywali znaczącą rolę. Gocejnę i Soczewkę wspierali młodzi, a przy tym wyjątkowo uzdolnieni Jacek Popek i Paweł Sobczak. Szczególnie Sopel miał papiery nawet na reprezentacyjną karierę, ale niestety nie spożytkował swojego talentu. Szansę wykorzystał za to Popek, który na poziomie ekstraklasy w Płocku i Bełchatowie rozegrał okrągłe 200 spotkań, a z całą pewnością był futbolistą mniej uzdolnionym od Sobczaka. Młodych płocczan dzielnie wspierał weteran Bogdan Jóźwiak, który chociaż kopanie piłki rozpoczął w niedalekim Raciążu, także uznawany jest przez nas za wychowanka. Wiosną do grona płocczan w kadrze doszlusował Artur Kapela, który u Kaczmarka seniora zagrał osiem razy. 

 

Bogdań Jóźwiak i Paweł Sobczak - fot. W. Sierakowski

 

Po rocznej nieobecności, Nafciarze w ekstraklasie ponownie zameldowali się w 1999 roku. Wpływ wychowanków na siłę zespołu malał, ale w kadrze która rozpoczęła rozgrywki 1999/2000 było ich kilku. Gocejna, Kapela, Popek i Soczewka znajdowali uznanie w oczach trenerów, ale zdecydowanie pierwszorzędna rola przypadła debiutującemu w tamtym sezonie Vahanowi Gevorgyanowi. Ormianin już jako junior często trenował z dorosłymi piłkarzami, ale jego talent wystrzelił na przełomie stuleci. Szybko wskoczył do podstawowego składu i przez lata był jego ważnym ogniwem. W najwyższej klasie rozegrał w różnych klubach prawie 250 meczów, ale i tak jego kariera powinna rozwinąć się bardziej. Podobnie jak Sobczak, Van dysponował talentem na miarę reprezentacji, w której zresztą zaliczył epizod, a skończyło się na ligowej młócce. Nie można jednak zaprzeczyć, że spośród wszystkich wychowanków naszego klubu, osiągnięcia Vanika należą do najbardziej okazałych. 

 

W następnym sezonie, wyjątkowo dla klubu wstydliwym, wychowankowie, z wyjątkiem Gevorgyana, znaczyli w drużynie coraz mniej, chociaż trenerzy do kadry włączyli tych samych zawodników co rok wcześniej. Wiosną dołączyli do niej dwaj nastolatkowie o ofensywnych skłonnościach. Syn legendarnego Bogusława Łukasz Pachelski oraz Bartłomiej Grzelak. Na przeszkodzie kariery Łukasza stanęła kontuzja, która przerwała jego przygodę z futbolem, zanim tak naprawdę się ona zaczęła. Bartek znacznie więcej niż w Płocku osiągnął w warszawskiej Legii, w której barwach zdobył Puchar Polski. 

 

Proces redukcji liczby wychowanków w kadrze Wisły trwał po kolejnym awansie do elity w 2002 roku. Przed inaugurację kolejnego sezonu w drużynie było ich trzech. Ugruntowaną pozycję kluczowego gracza wypracował sobie Gevorgyan, a Kapela i Soczewka byli jedynie rezerwowymi. Na horyzoncie pojawił się za to brylant pierwszej klasy Sławomir Peszko. W kampanii 2002/03 zagrał zaledwie cztery spotkania, wszystkie na dodatek przegrane, ale wiadomo było, że przyszłość będzie należeć do niego. Piłkarskie treningi Peszkin zaczynał w Nafcie Jedlicze, ale skoro trafił do Wisły jako dziecko, nadajemy mu status wychowanka bez żadnych wątpliwości. Jego umiejętności oraz zadziorność nadal możemy podziwiać na szczeblu ekstraklasy oraz reprezentacji Polski. 

 

Vahan Gevorgyan - fot. W. Sierakowski

 

W naszym najlepszym okresie, za który uznać należy lata 2003-2006, podstawowymi graczami Wisełki byli Gevorgyan i Peszko. Pozostali wychowankowie, jak na przykład Klaudiusz Ząbecki, grali sporadycznie. Wiosną 2004 roku w Płocku zawitał nieopierzony junior z Olsztyna Adrian Mierzejewski, którego z racji szybkiego debiutu również przyznajmy miano wychowanka. Mierzej wbił się do podstawowego składu, mimo silnej konkurencji, a rozwinął się na tyle, że do niedawna był kluczowym graczem kadry narodowej. Miejsce w reprezentacji stracił po przeprowadzce do Arabii Saudyjskiej. Kadry nie ma, ale kasa się zgadza. 

 

Trzeciego maja 2006 roku Wisła odniosła swój największy sukces. W finale Pucharu Polski pokonała Zagłębie Lubin 3:1 i gablota w gabinecie prezesa klubu zyskała poważne trofeum. Jedynym wychowankiem w jedenastce był Vanik, który zresztą strzelił gola. To najlepszy dowód jak malała rola graczy z naszego regionu w zespole Nafciarzy. 

 

Niewiele zmieniło się w ostatnim w ekstraklasie sezonie 2006/07. Gevorgyan, Peszko i Mierzejewski oczywiście mieli miejsce w składzie, ale nie było świeżej krwi. Do drużyny wrócili też Sobczak i Majewski, zresztą nie po raz pierwszy. Ligi nie udało się jednak uratować, a i wykształcenie na tyle klasowego młodzieńca by poszerzyć grono wychowanków z ekstraklasą w CV spaliło na panewce. Na dziś to zadanie dla naszych trenerów grup młodzieżowych.

 

Sławomir Peszko - fot. W. Sierakowski