Aktualności » Miasto było nasze!
19-05-2017r.

Ubiegłoroczny mecz z Zawiszą Bydgoszcz był uwieńczeniem całego wspaniałego sezonu Nafciarzy. Wprawdzie rozgrywki zaczęliśmy w kratkę, ale po kilku kolejkach forma Wisełki ustabilizowała się i jesienną część rozgrywek zakończyliśmy na pozycji lidera pierwszej ligi. 

 

Tuż za nami plasowała się gdyńska Arka, a w grze o ligę liczyły się jeszcze Zagłębie Sosnowiec i Zawisza Bydgoszcz. Sosnowiczanie dość szybko z wyścigu wypadli, walka o promocję do elity ograniczyła się do trzech najsilniejszych ekip. Arka i Wisła niemal przez całą rundę wiosenną utrzymywały bezpieczną przewagę nad trzecim Zawiszą, ale przed naszym bezpośrednim starciem z bydgoszczanami, mieli oni jeszcze szansę na powrót do ekstraklasy, pod warunkiem zwycięstwa w Płocku. Wiśle wystarczał remis. 

 

 

 

Do meczu dekady (tak nazwaliśmy rozegrane przed rokiem spotkanie) klub przygotował się niezwykle starannie. Udekorowane na niebiesko-biało autobusy i samochody osobowe poruszały się po oflagowanych ulicach. Ilość reklam promujących spotkanie na wszystkich możliwych nośnikach nie ustępowała meczowi reprezentacji. Lokalne media huczały od zapowiedzi piłkarskiego pojedynku. Świetnie spisali się kibice. Fani wypełnili stadion niemal w komplecie i przez pełne dziewięćdziesiąt minut nie oszczędzali gardeł by odpowiednio wspomóc piłkarzy.

 

 


Drużyna odwdzięczyła się perfekcyjnie. Piłkarze, którym do upragnionej ekstraklasy wystarczało 0:0 nie bawili się w żadne spekulacje i groźnego rywala po prostu zmiażdżyli. Wprawdzie w pierwszej połowie Wisła zdobyła tylko jedną bramkę autorstwa Damiana Piotrowskiego, ale po przerwie obejrzeliśmy koncert gry Nafciarzy. Mecz przypominał walkę boksera z wagi muszej z reprezentantem wagi ciężkiej. W pierwszych rundach lżejszy pięściarz trochę się stawiał, jednak wraz z upływem czasu lądował na deskach raz za razem. Tak bydgoszczan potraktowali nasi chłopcy. Dwukrotnie Arek Reca, Piotrek Wlazło oraz Mikołaj Lebedyński zdobyli kolejne gole i do Bydgoszczy pojechał autokar z bagażem pięciu bramek i trzydziestu sfrustrowanych facetów.

 

 


A Płock oszalał ze szczęścia. Oczywiście, dla większości kibiców, zawsze najcenniejszy będzie historyczny awans do ekstraklasy z 1994 roku, przyznać jednak trzeba, że największa radość towarzyszyła ubiegłorocznemu. Po obowiązkowym szampanie na murawie i w szatni, przebrani w okolicznościowe koszulki zawodnicy, trenerzy i … ten kto się załapał, udali się odkrytym autokarem na Stary Rynek. Nie najkrótszą trasą, rzecz jasna! Wszyscy mijani płocczanie pozdrawiali nasz team i szczerze mu gratulowali, ale apogeum czekało na nas na rynku.

 

 


Takich tłumów nie spodziewał się nikt. W majowy wieczór centralny punkt naszego miasta doszczętnie wypełnili kibice Wisły pokazując jak bardzo tęsknili za sukcesem w najważniejszej dyscyplinie sportu. Na specjalnie przygotowaną scenę wstąpili główni bohaterowie wieczoru oraz szefowie klubu i prezydent miasta. Po obowiązkowych gratulacjach i odśpiewaniu klubowych pieśni przyszedł czas na mniej oficjalne świętowanie. Dla niektórych zakończyło się po 48 godzinach, tylko dlatego, że ktoś złośliwy uczynił poniedziałek dniem pracującym.